2021-04-08

Ninja z Areny Lodowej

Od ponad dwóch lat pracuje w Arenie Lodowej jako trener. Prowadzi zajęcia sportowe, treningi indywidualne i rehabilitacyjne. Kilka dni temu mieliśmy okazję oglądać jego wyczyny w trzeciej edycji programu Ninja Warrior Polska. Mowa o Tomku Jóźwiaku, który opowiedział o swojej przygodzie z polsatowskim show i o tym, jak sam dba o zdrowie i kondycję.

Jak trafiłeś do Ninja Warrior Polska?

To było spontaniczne… nawet bardzo spontaniczne, bo nawet moja dziewczyna nie wiedziała, że się tam zgłaszam. Powiedziałem jej dopiero, kiedy się dostałem. Wszystko ogarniałem w biegu. Totalny spontan! Żadnego planowania, żadnego przygotowania, tym bardziej, że na przestrzeni ostatnich lat dały mi się we znaki kontuzje. Choć nie miałem praktycznie żadnych przygotowań, to i tak udało się daleko zajść.

 

Oglądałeś wcześniejsze edycje programu?

Tak, w sumie nawet jak byłem dzieciakiem, przewijało się to gdzieś w telewizji, bo w USA było już chyba kilkanaście edycji, w Polsce dopiero trzy. Oglądałem, uczestnicy fajnie skakali po tych przeszkodach, spodobało mi się to. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl: a może bym spróbował, a może bym coś zdziałał. Zgłosiłem się, dostałem się, coś pokazałem.

 

Jaka jest główna nagroda w tym programie?

Na początku nawet nie wiedziałem, co tam można wygrać, bo bardziej traktowałem to jako przygodę, zabawę. Dopiero po nagraniach dowiedziałem się, że do wygrania jest chyba 150 tys. zł, w sumie bez znaczenia, bo chciałem się pobawić, sprawdzić, to była super zabawa.

 

Jak wyglądała atmosfera podczas nagrań?

Nagrania odbywały się w Arenie w Gliwicach. Od strony organizacyjnej było ciężko, bo ok. godz. 8 – 9 rano wchodziliśmy na halę, a wychodziliśmy po nagraniach eliminacyjnych o północy. W nocy dowiedziałem się, że przeszedłem dalej i na szybko musiałem szukać jakiegoś noclegu, zwłaszcza, że była ze mną dziewczyna. Nocleg miałem zapewniony, ale że miałem osobą towarzyszącą, to musiałem czegoś poszukać. Posiłek mieliśmy zapewniony. Było dużo czekania, długie godziny spędzone w szatni, bo nagrania były bardzo późno. Z pewnością zmęczenie powodowało, że człowiek nie był w stu procentach gotowy. Do tego niesamowity stres.

 

Miałeś czas na „zakumplowanie” się z pozostałymi uczestnikami?

Jak najbardziej! To niesamowicie pozytywni ludzie, zakręceni tak samo jak ja, więc czułem się jak ryba w wodzie. Jeden drugiego motywował, do tego wymiana spostrzeżeń jak pokonać przeszkody, wspieranie się… po prostu super!

 

A prowadzący program?

Szczerze, to nie miałem okazji pogadać z nimi przed kamerą. Mijaliśmy się gdzieś na korytarzach, są bardzo pozytywni, motywujący.

 

Czy wiedzieliście wcześniej, jakie przeszkody będziecie musieli pokonać? Czy mogliście się w jakikolwiek sposób przygotować?

Nic z tych rzeczy. Wchodziliśmy do hali, w której nie było nawet światła dziennego. Godzinę przed startem był briefing z sędzią. Oprowadzał nas, tłumaczył, informował, czego można dotknąć ręką, czego nie można dotknąć nogą, kiedy jest błąd, kiedy jest faul. Pokazał nam - tylko raz! - jak przejść każdą przeszkodę i… nic więcej. Później wracaliśmy do szatni i czekaliśmy na swoją kolej.

 

...i ta przeklęta 4-metrowa ścianka do sforsowania.

Niestety nie udało się. Pierwszy raz próbowałem czegoś takiego. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak mi poszło. Dziś jestem już przygotowany o wiele lepiej, czekam więc na kolejną okazję. Zaostrzyłem treningi, więc jest dużo, dużo lepiej.

 

Czyli Twój start w 4. edycji jest pewny?

Tego nie mogę być pewien, to zależy od organizatorów. Zgłoszenie wysłałem, czekam na maila. Wszystko jest możliwe.

 

Jak na co dzień dbasz o zdrowie i kondycję fizyczną?

Mam pod opieką wiele osób, których pilnuję, by sami dbali o siebie, dlatego mam coraz mniej czasu. Mimo wszystko staram się regularnie trenować, znaleźć dla siebie 2 – 2,5 godziny dziennie. Jednego dnia robię dynamiczne treningi, drugiego dnia trenuję w plenerze, np. przy użyciu drążków, trochę poskaczę, ćwiczę dynamikę lotów - jak się składać, jak się wygiąć.

 

Co jesz? Zero cukru? Zero fast foodu?

Zero cukru raczej tak, bo nie słodzę, nie jem słodyczy. Po prostu mi to nie smakuje. Fast foody? Zdarzy się czasem jakaś pizza. W miarę zdrowo się odżywiam. 70% diety jest przemyślane. Przede wszystkim świadome odżywianie.

 

Poinformujmy tych, którzy Cię nie znają, czym zajmujesz się w Arenie Lodowej.

Pracuję tutaj ponad 2 lata. Prowadzę zajęcia sportowe. Mam fajną potężną, grupę, ok. 30 – 40 osób. Prowadzę treningi indywidualne, rehabilitacyjne, zależy kto i z jakim problemem się do mnie zgłasza.

 

 

(fot. Maciej Piórko/Ninja Warrior)

Video Relacje

Magdalena Czyszczoń podejmie próbę pobicia rekordu Polski na dystansie 10 000 metrów

Norbert Piekielny przed próbą bicia rekordu Polski

Kulisy European Individual Ice Speedway Championship

Oficjalne promo Mistrzostw Europy w żużlu na lodzie

ZOBACZ WSZYSTKIE RELACJE

Zobacz więcej na

Używamy Cookie

Ta strona używa cookie
zgodnie z ustawieniami
Twojej przeglądarki.
Czytaj więcej

Wyrażasz zgodę?

TAK
NIE